Byłam u sąsiadki z dołu w związku z jakąś sytuacją awaryjną, do których ona ma szczególne predyspozycje i jak tylko wróciłam do siebie (max 5 min) to wpadł do mnie jej syn, którego nie ma, żeby powiedzieć, że matka wezwała pogotowie. Pojęcia nie miałam co ona mogła nowego odwalić w 5 min ale poleciałam do niej i oczywiście, że coś odjebała. Poraziła się prądem podczas odpinania jakichś kalbli w skrzynce z bezpiecznikami w salonie mojej nieżyjącej babci w mieście mojego dzieciństwa. Co prawda babcia już tam nie mieszka, bo nie żyje, a mieszka tam teraz jej wnuk, ale to nie szkodzi, bo sąsiadka przecież również tam nie mieszka. Nie wiem skąd salon babci wziął się w jej mieszkaniu, ani co robiła w nim skrzynka z bezpiecznikami. Sąsiadka chyba już zdążyłą zapomnieć co jej było bo zaczęła tłumaczyć, że nic jej nie jest, a dłubanie samemu w prądzie jest całkiem bezpieczne. Typowe...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz